Jest jeden Bóg

Wyobraź sobie takie miejsce : Cisza, nie słychać nic nawet szumu wiatru czy szelestu roślin. Nic dziwnego, przecież nic tam nie rośnie, nie oddycha, nie żyje. Kompletna, przenikająca na wskroś pustka, która nie posaiada początku ani końca. Zupełnie jakby ktoś przygotował sobie plac budowy i całkowicie o nim zapomniał. Takie miejsce, gdzie ciemność jest gęstsza od mgły, a każdy krok sprawia że czujesz jakbyś opadał na dno największej z istniejących czeluśći. Nie ma tu ziemi, ani nieba. Całość tej prestrzeni jest jakbyś stąpał w powietrzu, a równocześnie czujesz oparcie dla nóg.
Tego miejsca nie da się wyrazić słowami.

Mężyczna, kobieta, byt…nasz Bóg. Właśnie zakończył swoją najnowszą lalkę. To jest niczym pasja, kiedy jedna powstaje za drugą. Powoli rzeźbi w ciemnośći, w tej pustce. Nadaje kształt ciału swojej nowej zabawki. dłonie, nogi, usta..tak usta są bardzo ważne. Nadają wyrazu jego lalką.
Trzymając swoje „dziecko” swój nowy twór szuka dla niego miejsca. W końcu sadza je na czymś. Jego mała dziewczynka. głaszcze ją po policzku, delikatnie zaklejając wąskie usteczka, powoli wbijając w miękkie ciało igłę i przeciągając nitkę by wargi nigdy się nie otwarły. Jego idealne dziecko, które tworzył na kształt samego siebie. Odkłada wszystko by wziąć do rąk aksamitną wstążkę i powoli przywiązać dłonie i nogi. Do każdej kończyny tylko jedną wstążkę biegnącą do drewienka. Niczym kukiełka, którą teraz może poruszać lalkarz. Zawiązuje jej oczy, zatyka delikatnie uszy. Jego idealna w każdym calu lalka. W końcu wszystko co robi jest idealne. Ze spokojem w swych zobojętniałych oczach rozgląda się po swoich wszystkich lalkach, dostrzegając taką, która już mu się znudziła. Nie jest mu potrzebna tutaj kolejna bezwartościowa zabawka. Może stworzyć nową, lepszą. Podchodzi szybkim krokiem. Najpierw rozcina wstążki u rąk. Nie śpieszy się, delektując odgłosem pękających w materiale nitek. Później nogi, odwiązuje przepaskę z oczu, wyjmuje watę z uszu. Chwilę się zastnawia czy pozwolić mu mówić, tak… tym razem pozwolimy. Małym nożykiem rozcina nitki, krępujące usta. Wyjmuje resztki nici z ciała, wyskubuje te pojedyncze, już przecięte. Potem przewraca krzesło, zrzucając ciało w otchłań.
Właśnie dał mu życie, swojemu niechcianemu dziecku.

Prolog

Nirion

Nakładające się na siebie czasoprzestrzenie, istoty ze starych przypowieści, podróżnicy między światami,(zarówno ci świadomi podróży jak i nie) oraz centrum tego wszystkiego – Nifirion
Dawien dawno, granice między rasami zostały ustalone przez cztery prawa rządzące wszystkim co istnieje w świecie który znamy jak i w tych, o których istnieniu nasze ograniczone umysły nie mogą wiedzieć. Łagodna lecz surowa w obyciu natura – Jord stworzyciela oraz matka wszystkiego co jest jej częścią wiecznie konkurująca i ścierająca się z Ran swoją częścią i rywalką równocześnie, Lucyfer którego ochrzczono panem podziemi a także ten, którego nie zapomnieliśmy, ten którego wywyższyliśmy i wynieśliśmy na szczyt. Kreatora istnień, lalkarza oszpecającego i upiększającego swe twory Boga. Mury wzniosły się pomiędzy krainami nieskończonego Nirionu świata bez końca dokładnie w 88 roku ery człowieczej, a drugim roku imperatora.
Narrator zaczął przynudzać? Poczekajcie aż się rozkręci.. Wtedy to dopiero sypnie nudą. A teraz przedstawię wam to w mojej prywatnej wersji, więc trzymajcie się mocno krzeseł żeby nie pospadać.

Jak już staruszek wyżej zauważył, Kiedyś było inaczej, no wiecie.. Wieczna młodość kobiety wieczne dwudziestki piątki (tak, wtedy jeszcze nie preferowano osiemnastek), a mężczyźni chłopy ze stali, trzydziestki na karku, rozważni ..no dobra z tym ostatnim to przegiąłem ale wiecie o co chodzi. No ogólnie facet-dąb a nie taki wypierdek w rurkach popierdalający z torebeczką na „shoping” If you know what I mean. Wracając do tego rwącego tematu, nie ginęli więc miałem wakacje. No wiecie plaża, soczki, dmuchane balony, (te kobiece wtedy jeszcze naturalne). Nie było sztuczności raj marzenie! Teraz się troszku pokomplikowało. Odkąd ludziom wzięło się na paranie wojaczką nasi najdrożsi ci tam na górze, co gównem się nie brudzą bo dlaczego nie wykorzystać do tego innych…Wybaczcie zgryźliwość. postanowili ostatecznie się ich pozbyć. Bo kto by hodował szkodniki? Znaczy trójka z nich, bo oczywiście stary piernik musiał mieć swoje zdanie. Bóg chcąc chronić swe dzieci przekonał resztę Praw do pokojowego rozwiązania. No tak mniej więcej dziadku. Szkoda że nie było wtedy Aresa! Ten to miał smykałkę do takich akcji. No wiecie krew, piach SPARTA! Dobra, teraz to mnie poniosło. Bogowie znani ze swojej łagodnej natury Wymiękli, zrobił do nich słodkie oczka i większość ustąpiła. Tyle że nie chcieli mieć już nic więcej wspólnego z istotami które cieszyły się w teorii wyższą inteligencją. Bo w praktyce to nawet wilk wie że nie zabijamy bez powodu. To jak to szło dalej? Prawa spotkały się ponownie dzieląc nieskończenie wielki świat na części. Każda z ras została odgrodzona od pozostałych nie zważając przy tym na wszelakie protesty. To taki łagodny sposób aby przekazać, że elf i krasnolud mogli być małżeństwem z siedmiorgiem dzieci a nikogo to nie obchodziło. Swoją drogą czy przypadkiem tak nie powstali ludzie? No wiesz..krasnolud niski elf duży to takie wyśrodkowanie.. Mniej więcej . Aby zapobiec próbom przebijania barier Mur berliński wersja 2.1. sorki już się nie wtrącam. A więc jak już wspomniałem żeby wszelakie istoty nie niszczyły raz ustalonych granic, postanowiono wymazać z ich umysłów wspomnienia dotyczące świata sprzed podziału. Tak rozpoczęła się tysiącletni czas niewiedzy, był on niemal pozbawiony wszelkich zmian. Wyłączając z tego jedynie utworzone w tym okresie odmienne istoty. – nowe rasy. Jednorożce znikąd się nie wzięły. Pink fluffy unicorn…~ W całym chaosie który powstał najwyżej prze każde niemal istoty został wyniesiony Bóg.
On zawsze bawi się najlepiej

Klarisse

Meredith

Rozszerzyłam oczy w lekkim, no dobra w dużym zdumieniu. Trójkątów? On mi proponuje seks grupowy? Znaczy, że jak? Oni mnie..razem..a Eliot ..NIE!! Potrząsnęłam lekko głową starając się wyrzucić z głowy ewentualne wyobrażenia zanim się jeszcze pojawiły. Zaś co do rozkładu zajęć, tak jak sądziłam. W teorii jest to poprawczak, ale w praktyce kto dałby radę upilnować tyle nadprzyrodzonych istot, skumulowanych na tak małym metrażu? Trzeba b y było być Bogiem..a nie! Zaraz, on też nie wyrabia, prawda staruszku? Spojrzałam wymownie w sufit, by mieć pewność że ten monolog na sto procent do niego dotrze. Zasłużył sobie. Naprawdę bylibyście tak mili? Mer, bo jak tak dalej pójdzie to oni od ciebie cukrzycy dostaną. Chociaż, wychowali mnie raczej na miłą choć charakterną osobę. Komplement wywołał u mnie subtelny rumieniec, nie często sypią nimi w moim kierunku, a jeszcze rzadziej mam przyjemność nacieszyć się innym męskim towarzystwem niż moi bracia. Czuję się zupełnie nieobyta w sprawach damsko-męskich a to bardzo krępuje. Dziękuję Odgarnęłam włosy, spływające mi na twarz, zakładając je za ucho. Przez jakiś czas nie powinny mi przeszkadzać. Kiedy jednak uniosłam wzrok, przede mną stała moja wierna kopia. Zszokowana wzięłam głębszy wdech. Dłoń automatycznie poszła w kierunku klona, przejeżdżając po jego policzku. Boże, to jest autentyczne!! Eliot? Musiałam się aż upewnić. Oczy ma inne, ale to ledwo widać i zapewne nie oddał wszystkich elementów, jak te które skrywa ubranie, trzy pieprzyki na prawej piersi idące na skos czy też małe znamię na karku. Nie mogą cię zdublować Meredith. Ta myśl sprawiła mi satysfakcję, choć postanowiłam nie dzielić się przemyśleniami. Tak na wszelki wypadek, gdyby któremuś miało wlecieć do łba posprawdzanie czy na bank jesteśmy identyczni. Uśmiech stał się niemal drapieżny przez kilka tych pięknych chwil gdy wyobrażałam sobie jaki pokaz magi i iluzji mogłabym im osobiście zafundować. Oj drodzy panowie nie chcielibyście wejść do mojej głowy. Kraina czarów Lewisa to przy tym urząd skarbowy przeciętnego państwa. Chociaż to chyba złe porównanie, bo tam też dzieją się cuda. No wiecie, czary mary i pieniążki znikają. Mój nowy przewodnik okazał się wyjątkowo rozgadany, co dodatkowo poprawiło mi humor. W umyśle od razu zakodowałam kilka ważnych informacji. Po pierwsze, muszę uważać co jem. Po drugie nie zadawać się z ludźmi, którzy ewidentnie nie wyglądają na zbyt przyjaźnie nastawionych. Do króla? Zanim jednak zdążyłam dopytać o kogo mu chodzi, wskazał Rafaela. Na wszelki wypadek przysunęłam się jeszcze bliżej Eliota. To dopiero pierwszy dzień, głupio by było zginąć zanim choć raz wyczytali moje nazwisko w spisie osób obecnych na zajęciach. wolałam też nie wgłębiać się w to co skrywało się pod słowem „dominacja”. Kto jest drugim? Muszę wiedzieć kogo unikać. Naprawdę nie macie tutaj stoliczka dla osób chcących pozostać niewidzialnymi? To nie kosztuje aż tak wiele, jeden malutki stoliczek.
Hmmm, a więc już dostałam od moich towarzyszy całkiem przyjemną nalepkę z napisem „nie jest pustą dziunią”. Wiedziona nagłym przypływem wesołości postanowiłam odwzajemnić się im zwykłym żartem. Oczywiście że nie jestem. W końcu ja już znalazłam rozpłodowca. Trąciłam żartobliwie łokciem właściciela przenikliwie niebieskich oczu. Nie nagrodzisz mnie nawet krótkim śmiechem? Szkoda, myślałam że potrafię być zabawna. Pod koniec wypowiedzi mojego prywatnego klona, nagrodziłam go gromkimi oklaskami, które w pierwszej chwili wzbudziły zainteresowanie sporej części sali. Głównie dziewcząt, które teraz miziały się mentalnie do Rafaela. Pierwszy raz w życiu widzę królika, który pożera wilka. Odczułam realny żal, że nie mam aparatu ani nic czym można by było to uwiecznić. Dobra, to gdzie teraz? Szczerze mówiąc bardzo zaintrygowały mnie sale treningowe. Nie sądziłam że szkoła jest aż tak dobrze wyposażona. Byłam już w połowie ruchu aby się obrócić tyłem do stołówki i zaproponować kolejne miejsce, kiedy moją uwagę przykuła jedna osoba. Chłopak stał gdzieś z boku, z grupką kolegów i donośnie wył. Przedrzeźnia Rafaela czy też kolejny wilk na peryferiach? Kim jest ten chłopak, który wyje? Jak na zawołanie czarnowłosy uniósł wzrok i pomachał mi radośnie, choć nie dam sobie ręki uciąć czy nie zlustrował przy tym białowłosego. Czy on go właśnie ocenił?! Myślałam że ten rodzaj chamskiego spojrzenia rezerwowany był od wieków dla kobiet. Zresztą mogło mi się wydawać. Swoją drogą, co on? Słuch absolutny? Przecież nie wydarłam się na całe pomieszczenie, a on stał za daleko żeby to słyszeć. Będzie trzeba uważać.. To może sala treningowa Mruknęłam postanawiając jednak ukryć się pod włosami, ponownie spuszczając je na twarz. Niepotrzebnie w ogóle pytałam. Miałam nie mówić za dużo, nie wychylać się i co jakiś czas podstawić bratu nogę i tego planu się trzymajmy..No wiecie do pierwszej okazji jaka wyprowadzi mnie z równowagi. Wtedy to będzie się działo, oj mówię wam będzie dym.

Klarisse

Feliciano

Od początku wiedziałem że to spotkanie nie będzie łatwym kawałkiem chleba, nie sądziłem jednak że będzie aż tak.. No po prostu TAK. Przełknąłem z trudem ślinę starając się pozbyć guli która utknęła w gardle. Sam nie wiem czy wzrokiem mnie właśnie rozstrzelał czy jedynie spalił na stosie jak czarownice z salem. Ej! nie jestem wiedźmą! Nie zabijaj mnie niczym inkwizycja- bez względu na to co powiem.
Skrępowany usiadłem na wskazanym przez niego miejscu. Lepiej się nie odzywać za dużo, bo znów zasłużę na mentalną kulkę, aż zabolało. Chociaż może udałoby mi się wywołać u niego uśmiech. Wbrew pozorom jego twarz nie jest 24h na 7 wykrzywiona w grymasie godnym wikinga podczas najazdu na przybrzeżną wioskę. Więc myślę że jestem w stanie podołać, pewnie nie od razu ale małymi kroczkami.. Boże, mówię jakbym rozplanowywał mu właśnie duchową rekonwalescencje. Do tego jak zawsze jest lepiej doinformowany niż ja, a przecież tym razem naprawdę chciałem wiedzieć! Nie było to kolejne zaniedbanie lub zlekceważenie ważnej sprawy. Po prostu wszyscy dawali mi wymijające odpowiedzi lub nie udzielali jej w ogóle. Usiadłem w lekkim rozkroku, żeby nic sobie przypadkiem nie zmiażdżyć. Tak drogie Panie, nie siadamy tak z nonszalancji czy też upodobania do bycia tak zwanym „bad boy’em”. My jedynie cenimy własne ciało na tyle by go nie okaleczać. Nie licząc tego jednego faktu, siedziałem tam jak trusia ,(No wiecie, taki królik, który już wyczuł że futerko przestało mu się zlewać ze śniegiem), słuchając wyjaśnień. Pomoc dla mojego kraju, jak na razie wszystko się zgadza z tym co sam wydedukowałem. Spojrzałem po sobie, faktycznie ubrania trochę na mnie wisiały i spadłem na wadze. Nie przelewa się zbytnio, włosy straciły poblask, ale nie jestem kobietą żeby się tym wielce przejmować. Zwłaszcza teraz, kiedy przestałem mieć osobę, której chciałbym się podobać. Nie o to jednak chodzi, bo nie ukrywam dobrze nie jest. Ludwig siedzący naprzeciwko przypominał mi teraz tego wilka, który już ostrzy zęby na biedną trusię. Moja prywatna tragedia chyba sprawiła mu wiele radości. Trudno się w sumie dziwić, mimo wszelkich prób zostania przy nim jak najdłużej w końcu poległem i został sam. Znowu sam. S-słucham? ocknąłem się z dłuższego zamyślenia na dźwięk słowa pomieszkasz, ale że niby gdzie? Tutaj??
Rozejrzałem się niepewnie po jego gabinecie. Znaczy że …i dlaczego on na mnie patrzy jakby się viagry nałykał? No wiecie, jak ktoś kto właśnie dorwał w swoje dłonie własnego oprawcę. Nie jest łatwo..Podniosłem się na miękkich nogach, co w pierwszej chwili skutkowało ponownym opadnięciem na fotel. Spuściłem wzrok na podłogę siedząc przez kilka minut w milczeniu zanim starczyło mi na tyle sił by w miarę normalnie wstać i dotrzeć do drzwi. Zanim opuściłem pokój otworzyłem jeszcze usta, w końcu jest tyle rzeczy które chciałbym mu powiedzieć, jednak nic z tego nie wypłynęło spomiędzy moich warg. Uśmiechnąłem się sam do swoich myśli. Witaj w domu Włochy szepnąłem sam do siebie zamykając drzwi. Teraz zostało tylko zatachać wszystkie rzeczy do wyznaczonego pomieszczenia. Tylko które to miało być? Postanowiłem wybrać na chybił trafił, w końcu powinienem rozpoznać w którym sypia Ludwig. Prawda? Bo chyba aż tak pedantycznie czyste nie będzie…chyba.
Pokój który wybrałem był nieskazitelnie biały. Serio, mógłby dodać tu trochę koloru bo poczułem się jakbym wszedł do jednego z niemych filmów. No nic.. zaraz się do tego zbiorę! W końcu jestem w domu! Użyczając sobie niemieckiego sprzętu- laptopa leżącego na biurku, (biurek to on ma więcej niż ja makaronu), włączając jakiś weselszy kawałek. Mocniejszym szarpnięciem nie udało mi się zdjąć ponurych, popielatych zasłon odbierających światłość temu zamczysku. Jednak gdy pobujałem się na nich chwilę niczym Tarzan na lianie to puściły. Niczym ze sztandarem zwycięstwa pognałem z nimi do łazienki napuszczając do wanny odrobiny wody i nucąc „simple plan”, uprzednio wyjmując malutki pakuneczek z torby. Zaraz wyjdzie nam z tego śliczny malinowy odcień…albo różowy. Eeeee, pewnie i tak nie zauważy różnicy! Wyciągnąłem ociekający wodą materiał ciągnąc go za sobą aż do sypialni, pozostawiając za sobą mokry ślad. Dobra.. Zawieszenie tego nie było już tak łatwe ani w połowie tak przyjemne jak zdejmowanie, (jak zawsze zresztą kiedy chodzi o materiał, jeżeli wiecie o co mi chodzi),jednak w końcu mi się udało. Zdecydowanie mogłem być dumny ze swojej pracy!

Daniel

Eliot

Patrzyłem na tą parkę uśmiechając się od ucha do ucha. – Ale w przyszłości trójkątów nie preferujecie? – zaśmiałem się donośnie przekrzywiając przy okazji lekko głowę. Wyglądają jak dzień i noc…On biały, ona czarna… Znaczy włosy! Mówię o kolorze włosów!
Przestąpiłem z nogi na nogę. Plan…Plan… Wiesz o ile ktoś trzyma się tutaj planu to fajnie. Jak chcesz chodzić na znośnie zajęcia trzymaj się nas! Zaraz oprowadzimy cię o szkole… Ja chętnie w każdym razie oprowadzę taką anielicę jak ty – moja mina nie zmieniła się, ale ciało owszem. Byłem identyczny jak ona. Czarne włosy, piękna talia… Tylko kolor oczu jeszcze inny. Ich zmiana jest najtrudniejsza i udaje się dopiero po wielu wielu latach treningu.
Nie stójcie jak słup soli! Chodźcie!- pociągnąłem ich za sobą stając przed stołówką.
Podstawowym miejscem każdej szkoły jest oczywiście paśnik. To tutaj zwierzęta zwane uczniami niepewnie podchodzą do pani leśniczowej, która wydaje dzikim stworzeniom porcje. Niestety nigdy nie wiadomo, co w ów porcji się znajdzie. Kawałek dalej mamy wodopój, przy którym często spotkać można zwierzęta z rodziny sportowatych. Charakteryzują się dużą muskulaturą i małym mózgiem.
Stolik na samym środku należy do króla zwierząt. W tej dziczy zwanej szkołą niestety trwa nieustanna walka dwóch samców alfa. W tym tego obok ciebie. Uważaj… Samce alfa lubią zaznaczać dominację…
- szepnąłem konspiracyjnie zaczesując na bok włosy.
- Przy stoliku po prawej czatują artystyczki… Taniec godowy to ich hobby… Po lewej masz kujonus maximus. Jak chcesz się poczuć mniej inteligentna zapraszamy do nich. Nawet jeśli znasz odpowiedź na pytanie to jej nie znasz. Niedaleko nas w bliższym kącie są Szaraki. Takie zające, które często są pożywką dla naszych większych zwierzaczków. O a tam zaraz obok środkowego stolika są Śmieszki pospolite. Kawalarze i ogólnie można spotkać tam trolle więc nie radzę podchodzić bo ich zapach stworzony jest do odstraszania potencjalnych partnerek. Gdzieś na końcu widoczni są jeszcze buntowniczus pankus. Jak chesz się wmieszać między wrony po to by zaraz się stoczyć to idealne zwierzątka domowe. Zostali nam jeszcze Przewodnikus i jego świtus. Niestety zwierzęta te są tak zarozumiałe, że nie chce ich nikt nawet zjeść. Zapomniałem o plastikus pannikus, ale do pustych samiczek co szukają rozpłodowca nie należysz, więc sama wiesz… To na tyle jeśli chodzi o stołówkę. Czytała Krystyna Zmiennokształtna Czubówna – Odchrząknąłem na koniec lekko się kłaniając i czekając na oklaski. W zasadzie nie sądziłem, że ktoś nowy może być tak fajny… Znaczy ostatnio to jak ja byłem nowy to Rafael prawie mnie zeżarł, bo ukradłem mu portfel i w ogóle. – Gdzie chcesz iść następnie? Mamy fajną salę do latania i ćwiczeń na żywiołach… Biblioteka jest nawet całkiem całkiem jak na taką budę! No nie bądźcie mendy! Zacznijcie coś gadać!

Klarisse

Adelaide
Delikatne stukanie obcasów o posadzkę rozlegał się ledwie słyszalnym echem po mijanych korytarzach. Długo ćwiczyłam ten lekki chód, żeby moi rodzice nie wstydzili się własnej córki. Poza tym kto by mnie chciał gdybym stąpała jak smok oraz nie znała dobrych manier. Zaiste normalnym było że poddana byłam surowym szkoleniom, w których moim mentorem był kot, a pocieszycielem po nieudanych próbach Zecik. Pies który regularnie przychodzi pod bramy zamku szukają pożywienia. Szkoda że nie ma go za wiele… Odczekałam aż „służba” z rozmachem otworzy przede mną drzwi do sali tronowej, w której kiedy byłam dzieckiem odbywały się audiencje jak i wszelakie spotkania z panami, którzy zamaszyście mi się kłaniali, czy też jak błaźni czy minstrele łaskotali piórami na nich umieszczonymi. Pamiętam kolorowe szaty dam i służbę krzątającą się dokoła. Zawsze było tu tak głośno i wesoło! A teraz przygotuj się Adelaide, dziś przybył książę. Musisz zachowywać się jak dama. Tak jak mama ci opowiadała, żeby nie spłoszyć przyszłego męża. Biorąc głęboki wdech wkroczyłam do opustoszałej sali, dygając przed baronami oraz hrabinami, których widziałam oczami wyobraźni. To nie pierwszy raz kiedy staram się ożywić wyblakłe wspomnienia.Tak długo czekałam na swój pierwszy bal..a on jak na złość nigdy nie nadszedł. Zamiast przystojnego księcia w konkury przyszła śmierć zabierając ojca, matkę i resztę dworu który nie uciekł
Wojna bywa okrutna, zwłaszcza w tak spokojnym kraju jak nasz. Choć udało mi się schować przed najeźdźcami oni i tak mnie zabili. W tym świecie w którym kobieta wychodzi za mąż jako karta przetargowa dla wpływów..któż chciałby teraz Adelaide-księżniczkę wymarłego królestwa?
Król sąsiadujący z nami od zachodu przejął nasze ziemie i podwładnych poszerzając tym samym swoje terytorium. Pewnie w następnym ruchu rzuciłby się na południe, ale ubiegł go król Rayn. Dwie owieczki i dwaj drapieżcy, znikąd pomocy. Choć Carmen która znałam z pierwszych zabaw w ogrodach i sadach jej ojca skończyła lepiej…ślub to lepsza opcja niż miecz i ogień. Zwłaszcza ze król Rayn do brzydali nie należał, a w naszym świecie śluby z miłości i tak się nie zdarzają. Usiadłam na tronie przez chwile rozkoszując się myślą ze ten zamek jest tylko mój, ze matka byłaby dumna, z mojego haftu a ojciec ze doszlifowałam umiejętność czytania. W końcu niechętnie, mijając poniszczone obrazy i zwęglone meble.Nie powiem aby pozostał nienaruszony. Jedynie wieża, w której znajdowała się moja komnata nie doznała uszczerbku .Gdzieś w połowie drogi pozbyłam się botów, aby ułatwić sobie wspinaczkę. Kiedy pokonałam ostatni stopień, było mi już zimno w podeszwy stop. Powoli zbliżała się obfita w plony jesień, a co za tym idzie -zimno. Nie było służby, która ogrzałaby komnaty ogniem. Czego sama nie zdobyłam tego nie posiadałam. Nie zostało wiec nic innego jak kolejny raz próbować rozpalić ogień, co dotąd udało mi się możne dwukrotnie. Głownie dzięki szkłu rozbitemu to i porozrzucanemu na posadzkach. Zupełnie przypadkowo odkryłam te zaletę zniszczonych szklanych kielichów. Mimo to nie potrafiłam jej zrozumieć na tyle by wykorzystać.
Zimno.. rozpostarłam okiennice, wpuszczając pierwsze cieplejsze promienie słońca. Nadal był wczesny ranek, wiec mogłam dobrze wykorzystać ten czas. A przede wszystkim sprawdzić czy w ogrodzie cokolwiek urosło, moje zapasy od dłuższego czasu były zerowe.
Gwałtownie podskoczyłam słysząc szczek metalu oraz rozmowę jakiś ludzi. Nie często ktokolwiek się tu pojawia. Rzekłabym wręcz ze prawie nigdy. Z zaciekawieniem podchodzącym pod fascynacje, zakradłam się do okiennicy. Dwóch mężczyzn stało na dole, z czego jeden wyglądał jakby zamierzał wspiąć się do okna. Nie byłam pewna czy powinnam obawiać się bardziej o śmiałka czy o własną skore. Mężczyźni…ich pojawienie się nigdy nie wróży nic dobrego dla kobiety nie będącej pod ich opieka. Kamienie z których wybudowano zamek, przez lata zostały wygładzone i w duchu dziękowałam za to Bogu. Nie ma szansy by ta dwójka dostała się tutaj tym sposobem. Na mojej twarzy pojawił się szeroki uśmiech, wyrażający ulgę i radość. Rycerz i lżej ubrany człowiek rozdzielili się bez słowa, podczas gdy ten drugi nadal uparcie wspinał się po wątłych pnączach rośliny. Ach gdyby tak to był mój książę! Nie mogłam odgonić tej smutnej myśli, która pozbawiła mnie chwilowej radości wraz z brzuchem domagającym się jedzenia. Nawet wygląda trochę jak książę kiedy tak na to spojrzę.. W moim sercu zapłonęła dawno ugaszona nadzieja a radość promieniowała ze mnie wyostrzając barwy. Nawoływania kogoś kto wdarł się do zamku zbliżały się z każda chwila a wraz z nimi kąciki ust się rozciągały.
W końcu w drzwiach ukazała się rosła postać, niemal dwukrotnie przewyższająca moja osobę. Od stop po głowę zakuty był w żelazo, odsłaniając jedynie usta. Za to głos miał wyjątkowo przyjemny, a jego słowa.. Nie mogłam uwierzyć ze moje marzenie jednak się spełnią.
Rycerz podszedł do okna nie czekając na moja odpowiedz. A wiec ten groteskowy młodzian za oknem był moim księciem??
Księżniczka Adelaide Dygnęłam przed nim dworsko. Książę sąsiedniego królestwa..nie znałam się nigdy na polityce, to wszak nie zajedzie dla kobiet, lecz jeśli nie jest to nowo powstały kraj..czy to naprawdę możliwe ze syn osoby która kazała podbić te ziemie własnie przybył po moją rękę?? Sama nie wiedziałam jak zachować się w tej sytuacji.. Nie takiego księcia wykreowały opowieści służek z innych dworów czy moje dworki, zapewniające o uniesieniach serca i…dlaczego czuje się zawstydzona nieudolnymi próbami księcia?
Czy mam zabrać swoje rzeczy ? Pytanie było czysto retoryczne, oczywistym jest ze nie będę sama ich z sobą nosić, jednak nie wygląda na to by zabrali w te podroż służbę. Może każą mi wszystko zostawić? Chwyciłam mocniej medalion po ojcu, upewniając się ze wciąż jest na mojej szyi, równocześnie starając się przebić wzrokiem jego zbroje.

Raf

Ludwig

Dzisiejszy dzień po raz kolejny zmienił moje życie… Papiery leżały na stole ułożone w idealny stosik, podzielony na dwie części. Białe ściany pokoju i brak jakichkolwiek zdobień przesiąkały zimnym i surowym stylem. Moje życie od jakiś pięciu lat jest tylko i wyłącznie pracą oraz kolejnymi sposobami na polepszenie ekonomii kraju. Nie potrafię myśleć już o niczym innym…Nie, od momentu, kiedy zostałem po raz kolejny sam, wystawiony przez sojusznika do wiatru.
Doskonale pamiętałem kto dzisiaj ma zawitać w moje skromne progi. Rano udałem się do pokoju szefa, by odebrać mój nowy mundur na widok którego skrzywiłem się znacząco. Tak zniszczyć moje ulubione ubranie… Nie bez powodu lubiłem nosić się w ubraniach z czasów wojny. Wygodne, dobrze wykonane… To nie były szmatki, które pękną jak tylko ukucniesz.
Świat jeszcze pożałuje tego jak mnie potraktował i zwalił na mnie CAŁĄ winę za tą masakrę. Ja tylko się zabawiłem. Kazali wyluzować, to ich posłuchałem. Tak… Oczywiście, że reszta (sojusznicy) była przeze mnie tylko zmuszona… Wyprałem im umysły, a potem kazałem tańczyć tak jak zagram! BZDURA! Każdy sam wybierał stronę, a Polsce proponowałem współpracę już wcześniej. Niestety woleli wypiąć się na mnie dupą i teraz płaczą.
Ciężkim, niemal zmęczonym krokiem udałem się do pokoju zaczesując do tyłu rozczochrane blond włosy. Spojrzałem w lustro. Czerwone oczy doskonale zdradzają mój styl życia. W międzyczasie złapałem jeszcze mój kubek z kawą i usiadłem do biurka odsuwając na bok to, co wcześniej zostało wypełnione. Następną godzinę oddałem się pracy i szlifowaniu gospodarki.
Moją czynność przerwało dopiero pukanie w drzwi.
- Proszę wejść! – rzuciłem, ale osoba, która za ów drzwiami stała wcale na moją odpowiedź nie czekała. Muszę przyznać, że pierwsze uczucie było przepełnione czymś w rodzaju szczęścia, co sprawiło, że miałem ochotę podbiec i unieść chłopaka do góry przytulając i mówiąc, że nigdy więcej ma mnie nie opuszczać. Szybko jednak minęło ustępując miejsca złości i irytacji połączonej z gniewem. Wolał AMERYKĘ poszedł do USA w 1943! Odsunąłem się z gracją dużego kota i podniosłem wyciągając do drobnego chłopaka dłoń.
-Minęło już kilka lat, jak miło cię widzieć – mój głos brzmiał jak spory fragment góry lodowej, ostry i zimny.
-Wiem po co przyszedłeś, bo patrząc po twojej minie ty sam nie masz pojęcia w jakim celu cię wysłali. Zaraz ci wszystko wyjaśnię… Usiądź proszę- wskazałem mu miejsce przed biurkiem sam zajmując swoje.
- Jak wiesz, ostatnimi czasy mówi się o cudzie w zachodnich Niemczech, to też twój szef zadzwonił do mnie z prośbą o pomoc w zarządzaniu ekonomią i rozwojem handlu. Zdajesz sobie pewnie jednak sprawę , że każda moja interwencja i podpisany dokument ma swoją cenę. Wasz prezydent jest tak zdesperowany, że zrobi wszystko dla kilku milionów* lirów… – ciągnąłem czując niesamowitą satysfakcję z możliwości pokazania Feliciano, kto ma teraz władzę. Nie byłem szczęśliwy przez te kilka lat. Zwłaszcza jak na początku zamknęli mnie i próbowali śledzić każdy krok. Złożyłem ręce unosząc oczy bezpośrednio na wystraszonego chłopaka.
-Za każdy rodzaj pomocy żądam, żebyś spełnił jedno moje żądanie bez względu na to jakie by ono nie było. Ach i rozpakuj się w sypialni… Od dzisiaj ze mną pomieszkasz. Niestety większość pomieszczeń remontują, więc nie masz wielkiego wyboru. Mamy do dyspozycji tylko dwa pomieszczenia z łóżkami – żal jaki mam i ból, który rozrywa mnie do środka sprawia, że mam ochotę udowodnić delikatnemu brunetowi, że mnie się nie porzuca, bo konsekwencje są straszne i nadejdą wcześniej, czy później.

* 1000 lirów to jakieś 2.28 zł

Klarisse

Laura

Myślałam że bitwy oraz walki rozgrywane w amfiteatrze nie wywołują już na mnie takiego wrażenia. Bardzo się pomyliłam. Nie byłam jednak tak silna jakbym tego chciała. Widok świeżej krwi wypływającej z ran, zapach mokrego od moczu piachu, który choć jeszcze do mnie nie dotarł już zagnieździł się w moich nozdrzach. Oczyma wyobraźni czułam i wdziałam to wszystko z odległości góra dziesięciu centymetrów. Odrzuciło mnie to, kurcząc żołądek do tak niewielkich rozmiarów, że poczułam żółć i gorycz w ustach. Wszystko co zjadłam tego dnia niemal wylądowało na arenie oraz oddzielającej nas od niej balustradzie. To wszystko wywołane było zaledwie dokładnym obejrzeniem wcale nie tak krwawej jak przystało na standardy walki. Cóż, łatwo jest wszak powiedzieć że coś nas nie porusza jeżeli nawet na to nie patrzymy. Wuj mój wyglądał jednak jakby naprawdę się nudził, kiedy leniwym gestem uniósł ramię. Zupełnie się nie śpieszył, mimo że tłum szalał, jak zwierzęta niemal rzucając się do pokonanego. Podejrzewam, że gdyby teraz wpuścić widzów na arenę, rozszarpali by konającego własnymi zębami. Spocone twarze, wykrzywione w obleśnym grymasie gniewu, żądzy mordu i podniecenia. Gdyby dokładnie przyjrzeć się im, można by było dostrzec jak ocierają się o siebie, ukradkiem dotykają siebie czy stojących obok. Kobiety jęczące niemal z ekstazy i mężczyzn obłapiających siebie nawzajem, lub wkładających dłonie pod własne tuniki. Ponawiam wniosek..Zwierzęta.
Cezar zaś wydawał się nagle świetnie bawić drażniąc je spowolnionymi ruchami ciała i tym niezdecydowanym drżeniem kciuka raz w górę, a raz odrobinę w dół. A nawet jeszcze na nic nie spojrzał, zupełnie jakby chciał im pokazać że jeśli będzie mieć takową zachciankę to odbierze i możliwość wyboru. W końcu jednak,(zapewne po dostrzeżeniu mojej zapewne pozieleniałej twarzy), szybko omiata ich wzrokiem po czym kieruje kciuk w dół. Tym samym kończąc całe przedstawienie. Odwracam głowę jeszcze zanim mężczyzna wyda z siebie ostatnie tchnienie. Nie potrafię na to patrzeć, choć w duchu karcę się za tę słabość. Nie czekam już na nikogo, odwracam się na pięcie chcąc jedynie uciec do spokojnego miejsca, odpocząć od dzisiejszych wrażeń. Udało mi się przejść zaledwie dwa dość chwiejne od emocji kroki. Chwilę później na moim ramieniu wylądowała potężna dłoń, niemal wbijając mnie w ziemię. Cezar nadal nie miał wyczucia w obejściu z płcią słabszą. Zwycięzca zostanie dostarczony ci do komnat
Przygotuj mu tylko nagrodę za zwycięstwo w kolejnej walce. Wszak oddaje ci mojego czempiona.
Nagrodę..mimochodem poczułam ucisk w dołku. Nie do końca wiem co znaczyło słowo „nagroda ” w ustach stryja. Gladiatorzy zwykli dostawać co najwyżej baty od pilnujących. Szybko minęłam jedną z kolumn, ocierając się przy tym o zimny, gładki marmur. Materiał nie chronił ciała przed żadnym z doznań nie licząc piasku czy spiekoty słońca. Tak więc nawet drobne zetknięcie z jakąkolwiek powierzchnią było dokładnie odczuwane co przez nagie ciało. Wraz z moją eskortą złożoną z trzech uzbrojonych mężczyzn, przemieszczałam się pośpiesznie między uliczkami Rzymu. Mogłam wracać z wujem, jednak i on i ja wiedzieliśmy że tego nie zrobię. Nawet gdy zależało od tego moje życie, wolałam unikać Brutusa, od którego śmierdziało jak ze sławnych stajni Augiasza. Przyśpieszyłam kroku wiedziona nieprzyjemnym wrażeniem że za chwilę ktoś wbije mi nóż w plecy. Wbiegając niemal na schodki pałacu miałam ochotę puścić się biegiem do komnaty. Mój Gladiator pewnie już tam czekał. Nie sądziłam by kazali mi długo na niego czekać, a przecież samo moje przemieszczenie się z amfiteatru do tego wielkiego budynku, zajęło mi przynajmniej godzinę. Trasa zawsze była długa, ale można było zająć myśli czym innym.
Kroki dwóch przydzielonych mi na ten dzień ludzi, rozchodziły się teraz nieprzyjemnym echem po wnętrzu, teraz wydawało mi się że przyśpieszyli.
Strach niczym człowiek, chwycił mnie za gardło kiedy zgrzyt metalu o metal dobiegł do moich uszu. Rzuciłam się do biegu, nie oglądając się nawet na to czy ktokolwiek mnie goni. Gdzieś z tyłu głowy pojawiła się myśl że równie dobrze mogło to być moje urojenie… Dopadłam do drzwi, napierając na nie i szarpiąc. Na końcu korytarza już rysował się zarys jakieś postaci. Moja panika jest na pewno nieuzasadniona. Nieuzasadniona..JEST BARDZO UZASADNIONA! Gdy tylko mnie dostrzegł, przyśpieszył, a ja równocześnie wpadłam do komnaty, niemal wybijając sobie zęby w zderzeniu z Gladiatorem z areny. Nie miałam pojęcia czy obecność niewolnika w jakikolwiek sposób odwiedzie pogoń od zabicia mnie we własnej komnacie. Mimo wszystko instynktownie schowałam się w najdalszej części pomieszczenia. Bogowie..całe moje ciało drżało nerwowo, a co jakiś czas przechodził mnie silny dreszcz. 10. 9. 8. Odliczane w głowie sekundy tylko potęgowały napięcie. A usta wyschły na wiór. 7. 6. 5. Człowiek zatrzymał się pod drzwiami. 4. 3. 2….1
Cień przesunął się dalej, najwidoczniej rezygnując, a ja wybuchłam nadmiarem emocji, co okazało się równoznaczne z piekącym napływem łez do oczu. Kolejne dziesięć sekund zajęło mi opanowanie tego stanu. Po minucie udało mi się wstać i podejść chwiejnym krokiem do wojownika. Dostałam cię w prezencie od wuja. oznajmiłam już niemal spokojnym głosem. Najpierw kąpie. A potem przełknęłam ślinę starając się złapać jeszcze rozedrgany oddech A potem nagroda za zwycięską walkę. Czego życzy sobie czempion? nie miałam pojęcia czy o to chodziło wujowi, kiedy wspominał o wynagrodzeniu zwycięzcy. Wbiłam wzrok w ładną, kobiecą niemal twarz. Miał bardzo łagodne rysy jak na mężczyznę, a przy tym nie można było mu odjąć czegoś, co dotąd widziałam jedynie w oczach mężczyzn. Można rzec, „pożądanie i dominacja”. Z daleka szło wyczuć, że jest niebezpieczny i silny. Teraz czekałam tylko aż ruszy za mną do jednej z łaźni. Nie chciałam być sama poza tym..nie wiem czy mogę puszczać go samego .

Raf

Lorenz

Stan rycerski zakonem wszystkiego rycerstwa jest, gdzie zakon ów jednaki jako i powołanie jego jedne źródło w wierze mające. [...]
Przeto winien rycerz pamiętać kim jest i zważać na to, co jego stan oznacza, pomnieć, że komu więcej poruczono, od tego więcej wymagać będą.

Kolejny raz słyszałem przysięgę i kolejny raz miałem ochotę wstać i kulturalnie spuścić „królewiczowi” łomot. Niech go diabli! Myśli, że wszystko, ale to wszystko mu wolno! Zerkałem na kpiący uśmieszek, który rodził się na twarzy przyszłego króla - Czemu się śmiejesz? Przecież to jedni z najważniejszych ludzi w Kraju! -szturchnąłem go karcąc nie tylko spojrzeniem chłopaka, ale i całą swoją postawą.
Wszyscy giermkowie, a także już pasowani rycerze zebrali się gromadnie w niewielkiej kapliczce pod murami. Sam wybrałem to miejsce. Może nie było wielkie, ale z pewnością najbardziej urokliwe. Nigdy nie lubiłem ceremonii i wszelakich spotkań w których trzeba się non stop modlić. Zawsze uważałem, że rycerzem nie jest się z przysięgi, ale z serca, bo co za różnica, czy dam swoje przyrzeczenie, jak nadal będę złym człowiekiem.
Całe to zamieszanie miało potrwać jeszcze kilka ładnych godzin, podczas których jak na najbardziej zaufanego wojownika, a także „przyjaciela” syna władcy przystało miałem uczestniczyć.
Moją głowę zaprzątała jednak myśl o wyprawie jaką zorganizował książę. Mięliśmy oboje wybrać się do pobliskiego opuszczonego pałacu, gdyż podobno panicz miał tam znaleźć swoją przyszłą małżonkę zamkniętą w wierzy. Młodzik jednak chyba nie za bardzo przejmował się całą sytuacją. Rozbawiony jeszcze kilkanaście minut temu stojąc obok obiecał mi, że gdy ów młodą damę znajdziemy odda mi ją mówiąc ojcu, iż nie jest to kandydatką na żonę.
Nie będę zaprzeczał, spodobały mi się jego słowa, ale z doświadczenia i długoletniej znajomości wiedziałem, że nie powinienem ufać zadufanemu w sobie księciu.
Tak czy owak serce biło jakoś szybciej, kiedy wędrowałem korytarzami myśli związanymi z naszą podróżą.
Konie osiodłaliśmy krótko po zachodzie słońca, kiedy powoli na niebie było widać gwiazdy, a księżyc pokazywał w całej okazałości swoją tarczę oświetlając nam drogę bladym światłem.
Nie zatrzymywaliśmy się jadąc przez lasy i pola, na których kłosy jęczmienia kładły swoje ciężcie głowy w kierunku ziemi, zapowiadając czas zbiorów. Ciepłe powietrze otaczało nas pozostawiając po sobie ślad w głowach, które stawały się wyjątkowo lekkie i podatne na różnego rodzaju bodźce zewnętrzne.
Odgłos nocnego życia nie ustawał, towarzysząc do samego ranka, gdy to zatrzymaliśmy się przed posiadłością. Pałacyk, nie okazał się tak wielki jak myślałem. Był tylko jeden mankament. Żaden z nas nie mógł znaleźć normalnego wejścia.
Książę Gustaw uparł się więc, że jako wybawca księżniczki powinien wejść oknem. Problem był jeden : Książę jest dość drobnym mężczyzną, który więcej gada, niż może, a okno znajdowało się na wysokości trzeciego piętra.
Na jednej ze ścian rósł bluszcz, który według przyszłego władcy posłuży jemu, a potem mi za drabinę. Zmarszczyłem czoło analizując ten (zły) pomysł. - Nie uważam, by łodygi były na tyle silne, by nas utrzymały – mruknąłem lustrując ruchy młodego mężczyzny wzrokiem pełnym dezaprobaty. Podszedłem bliżej, żeby go złapać jak zaraz zacznie spadać, ale kiedy już to uczyniłem zostałem odepchnięty.
Machnąłem więc ręką, jak bardzo chce umrzeć niech umiera jak spadnie z wysoka. Sam natomiast ruszyłem poszukać łatwiejszego przejścia. Jak się okazało drzwi były, ale połączono je dość nowatorsko ze stajnią.
Nic nie powiedziałem chłopakowi. Sam ruszyłem wzdłuż schodów pukając do niektórych komnat. Odpowiadała mi jedynie cisza i echo uderzeń. Odnosiłem jednak wrażenie, że zamek może być opustoszały, a jedynymi gośćmi są duchy przeszłości?… Może księżniczki wcale tutaj nie ma, a nasze poszukiwania to tylko podkład na kolejną z baśni Trubadurów.
Zmęczony i trochę głodny oparłem się o jedne z drzwi, które zaraz lekko się uchyliły, przez co zrobiłem gwałtowny krok do tyłu.
Zaciekawiony zerknąłem do środka… W pierwszej chwili nikogo nie zauważyłem, aż do chwili kiedy moim oczom ukazał się widok, który miał zmienić całe moje życie. Piękna panna, o gęstych, olśniewających włosach, które lekko skręcały się na końcach i przy twarzy. Skóra jasna, jak u anioła i uśmiech, który powaliłby na kolana każdego mężczyznę.
Niżej nie ośmieliłem się spojrzeć, ale na widok samego jej prześlicznej buzi serce zabiło mi mocniej. Ciekawe, czy z charakteru też jest taka.
Nim jednak cokolwiek zrobiłem cofnąłem się o krok, zapukałem i wszedłem nie ściągając hełmu.
Witaj Pani! Jestem rycerzem z pobliskiego królestwa. Wraz z przyszłym jego władcą przybyliśmy zabrać Cię z tego miejsca i… W zasadzie to on nawet nie wszedł, prawda? – wychyliłem się lekko za okno sprawdzając, czy rzeczywiście mam rację. Co za pacan!
Westchnąłem ciężko i wróciłem do podziwiania twarzy księżniczki. Jest na prawdę piękna. - Czy mógłbym znać imię uroczej Pani? – ukłoniłem się z uszanowaniem i lekko uśmiechnąłem, choć ona z pewnością nie mogła tego zobaczyć… Po krótkim jednak zastanowieniu doszedłem do wniosku, że przez hełm może mnie źle słyszeć. Otworzyłem więc lekko przyłbice odsłaniając usta.

Klarisse

Stephanie

Zaraz Poprawiłam upierdliwie spadający na oczy kosmyk włosów. Naprawdę dziś znajdę czas i je zetnę. Powiedziałam ZARAZ!!!! Dzwonek do drzwi stawał się do tego stopnia natarczywy, że musiałam odłożyć pędzel. Tak jest zawsze, dlaczego nikt nie postanowił składać mi niespodziewanych wizyt kiedy stałam przed ścianą bite trzy godziny obmyślając jej kolor oraz wysycenie w odpowiednich partiach. Idąc do drzwi wejściowych dość zamaszystym krokiem, cicho złorzeczyłam pod nosem. Jeżeli to znowu ten natręt zna przeciwka to nie ręczę za siebie. MÓWIŁAM CI ŻEBYŚ NIE ZAWRACAŁ MI DU.. zamilkłam, przestając warczeć i cedzić złowrogo przez zęby bo o to przede mną stał chłopak, którego może ciężko było przyrównać do Achillesa ale ciotowaty też przecież nie był. No dobra przyszłe bożyszcze i pogromco niewieścich serc. Cóż robisz przed moimi drzwiami?!! Ja z ogłoszenia wywaliłam na niego oczy w głębokim zdumieniu. Ale ja nie zamawiałam dziwki dość nie zręczna sytuacja. Naprawdę skonsternowana stałam tak dobre pięć minut razem z nim i wpatrywaliśmy się nawzajem w swoje oczy. Chyba żadne nie wiedziało co teraz powiedzieć. Dopiero potem moje spojrzenie zsunęło się na kartkę którą trzymał, a dłoń z głośnym plaśnięciem uderzyła o czoło. „W sprawie ogłoszenia.” Nie „z” …ech..wchodź, zrobię ci coś ciepłego na rozgrzanie Temperatura w mieszkaniu może i podchodziła pod wnętrze pieca kaflowego , ale na dworze szalała śnieżyca. Nie ma to jak styczeń. Ju huuu!! Chyba porozwieszam z tej radości chorągiewki. Przeszłam więc do kuchni, wstawiając czajnik na gaz. Jaką pijesz? Przepraszam za ten bałagan.. Nie sądziłam że ktokolwiek tak szybko się zgłosi. Nowe mieszkanie, było jeszcze w stanie ogólnej rozsypki, ale jakieś licho szepnęło mi do ucha, że już teraz warto było poszukać kogoś, kto zechciałby dzielić koszty utrzymania go na pół albo i mniej części. Tylko naprawdę nie sądziłam że tak szybko ktoś się odezwie. Mieszkanko miało trzy pokoje i salon, w stanie „do odnowienia”; kuchnię którą ,(Dzięki Bogu!!) wczoraj skończyłam umeblowywać oraz łazienkę w której jeszcze nie do końca położyłam kafelki. Ale jestem w trakcie i nawet nie najgorzej mi to wychodzi. Przynajmniej jak na robienie tego pierwszy raz w życiu. Nie ma to jak prezenty od rodziny. Chociaż nie mam na co narzekać. Ciepła woda i ogrzewanie są i to najważniejsze. Wszystkie meble kupione i stroją jeszcze nie poskładane, zagracając cały korytarz. W ten o to sposób całe mieszkanie było wypełnione po brzegi. W odróżnieniu od mojego świecącego pustkami portfela. Dlatego bardzo potrzebowałam kogoś kto by mnie wspomógł w utrzymaniu tego cyrku i to najlepiej od zaraz. przepraszam za ten syf. Dopiero się wprowadziłam..Ale jeżeli cię to nie odstrasza to możesz od razu wybrać pokój i kolor ścian. Właśnie maluje. wskazałam mu trzy wielkie puszki z farbą,stojące zaraz przy wejściu i równocześnie podając herbatę. Jeżeli palisz, to tylko poza domem, lub w swoim pokoju. Nie chcę żeby mi ciuchy prześmiergły. Zwierzęta mi nie przeszkadzają dopóki któreś nie postanowi nasrać mi w pokoju. A co do reszty wszystko jest do uzgodnienia. Ale chyba więcej zastrzeżeń nie mam. Stephanie wyciągnęłam rękę w geście przywitania. a co do opłat dopóki nie wyremontuje wszystkiego tylko tyle żeby starczyło na rachunki. Potem wrócimy do ceny zawartej w ogłoszeniu. mam nadzieje że udało mi się ukryć rumieniec. Strasznie mi było głupio. Chciałam zdążyć z tym wszystkim zanim ktokolwiek przyjdzie tu mieszkać. Zresztą, teraz już się pewnie nie zgodzi.. Bez namysłu wróciłam do skończenia nakładania już drugiej warstwy błękitnego koloru w mojej sypialni. Gdzieniegdzie jeszcze musnęłam go żółtymi liniami. Trochę jak złote wstęgi, lub promienie słońca. Jak wyschnie powinno być dobrze. Zamknęłam farbę i zaczęłam myć pędzle i wałki. No! Do jutra chociaż będę pokój gotowy. Dobrze że został po mi tylko to malowanie ścian i skręcanie mebli. Dwa tygodnie temu trzeba było tu tynkować i panele kłaść. Po sprzątnięciu tego bajzlu ponownie przeniosłam spojrzenie na Rayana. to jak będzie? zerknęłam na umowę leżącą przed nim na stole w kuchni. Jeżeli podpisze to jestem w domu. Będę mieć spokojnie na jedzenie do końca miesiąca!!