Wróżki

Wróżki to istoty o wyjątkowo małych rozmiarach, choć zapewne znalazłoby się wiele istot, które sięgają im zaledwie do pasa. Wróżka mierzy w przybliżeniu około 10 do 20 cm w zależności od wielkości rodziców i płci.
Te małe lotne istoty charakteryzują się barwnymi skrzydłami, na wzór motyli oraz nieposkromionym apetytem.
Potrafią zjeść tyle, że zaczynają przypominać małe okrągłe piłeczki. Na szczęście równie szybko zrzucają zbędne kilogramy podczas intensywnych lotów.
Charakter wróżek nie należy jednak do najprzyjemniejszych, z natury są to stworzonka wredne i lubujące się w złośliwych żartach. Niekiedy zdarzają się też miłe okazy, ale nawet one nie powstrzymają się od czasu do czasu przed małą uszczypliwością w stronę rozmówcy.

Całe królestwo wróżek można przemierzyć dokładnie w dwunastu krokach, a najwyższe rośliny jakie tam rosną to owocowe krzaki. W pobliżu nie znajduje się żadna rzeka, jezioro ani morze a jedyny dostęp do wody czerpią z kałuż powstających po regularnych opadach deszczu. Najbliższe jezioro jest oddalone od ich królestwa o trzy ludzkie miasta.
Wróżki są niezwykle energiczne, nie lubią jednak nawiązywać kontaktów z pozostałymi rasami, jakby zupełnie zapomniały o swojej niezmiennej postaci, która może bez problemu wyrównać różnice wzrostu pomiędzy niektórymi rasami, (Oczywiście smoki, anioły i inne olbrzymy nadal znacznie je przewyższają).

Wróżki zamieszkujące poza obrębem swojego królestwa najbardziej lubują się w starych drzewach, które stopniowo drążą w taki sposób by w ich wnętrzu mogły powstawać całe aglomeracje mieszkalne. Dlatego idąc na spacer do lasu większość stworzeń wystrzega się stworzonek które niczym nietoperze uparcie wplątują się we włosy i naprawdę mocno gryzą kiedy próbują je z nich wyciągnąć. Niektórzy wierzą, że wróżki pilnują wejścia do miejsca, w którym odpoczywa sam Nirion i czasem próbują je odnaleźć, jednak jeszcze nikomu się to nie udało.

Inwazja

Tego dnia słońce wstało jak zawsze na wschodzie, zapowiadając kolejny nic nie wnoszący do życia mieszkańców tego miejsca dzień. Jak co ranek Fallon wstała jeszcze zanim pierwsze jego promienie wpadły do komnat dla służby i jak co ranek zaczęła od pośpiesznego rozprostowywania zastałych przez noc stawów. Nie należała do najmłodszych osób na zamku więc każdy jej gwałtowniejszy ruch kończył się odgłosem porównywalnym do łamanych kości, które beztrosko przeskakiwały w ciele wróżki. Nawet jej skrzydła, choć jeszcze zdatne do lotu powoli przecierały się gdzieniegdzie jak wytarty już materiał. Zdecydowanie za późno opuściła jeden ze światów Nifirionu, a zarazem zdecydowanie za wcześnie. Napełniając wodą ze dzbana drewnianą misę, wykonaną ze skorupy po jakimś orzechu, wróciła myślami do swojego ukochanego acz niestety niezmiennego syna, który odszedł zaledwie czterdzieści lat temu, w wieku zaledwie pięćdziesięciu lat. Sama zdążyła się już pochorować i postarzeć, więc nawet powrót do starych stron nie wrócił jej dawnego wigoru i sił. Stary dobry Nirion, choć nigdy nie dopuszczał swoich podopiecznych do choroby czy starości, (jak nazywali to w świecie niezmiennych), to w leczeniu dolegliwości był kompletnie do dupy.
Po szybkim obmyciu i zjedzeniu odrobiny rosy z utartymi ziarnami, ruszyła w stronę reszty łóżek by pobudzić resztę służby. Z racji na poprzednie trzysta lat energicznej pracy na zamku z łatwością otrzymała posadę głównej gospodyni zarządzającej pozostałymi leniuchami, chociaż od dwóch lat spełniała się też w roli niańki małej niesfornej księżniczki. Dziewczynkę choć jeszcze w młodziutkim wieku można było łatwo opisać dwoma słowami ” żywe srebro”. Wszędzie jej było pełno i nikt nie mógł przekonać urwisa by choć przez chwilę zatrzymał się i zrobił to co od niego wymagano. Oj tak, wróżątko osiągnęło wręcz perfekcjonizm w niewywiązywaniu się ze swoich zadań poprzez błyskawiczne ulotnienie się z miejsca swojej niedoszłej kaźni. Zupełnie jakby czas jaki miała spędzić na nauce był potworem o dwunasty mackach, a ona dzień w dzień z narażeniem życia dzielnie go unikała.
Fallon z rozbawieniem potrząsnęła głową wyrywając się z zamyślenia. W jedną rękę chwyciła ciężki, mosiężny dzwonek, a drugą zacisnęła w pięść energicznie uderzając trzykrotnie w drzwi. Odczekała jeszcze chwilę i pchnęła je wchodząc do pomieszczenia, ten moment lubiła najbardziej zaraz po porannych powitaniach swojej podopiecznej. Służące jeszcze niemrawo wierciły się w swoich posłaniach, próbując odgonić resztę snów, które kusząco zachęcały je do pozostania jeszcze tylko pięć no może dziesięć minut w łóżkach. Słońce ledwie wpadające do pomieszczenia, przez zamknięte okiennice oświetlało tylko skrawek podłogi, uwidaczniając kurz, tańczący w powietrzu. Fallon odczekała długie trzy sekundy napawając się tym widokiem zanim intensywnie zamachnęła się dłonią zaciśniętą na dzwonku.
- Wstawać leniuchy! Na śniadanie, wylatać co zjedzą i migiem przygotować śniadanie dla Pana i jego gości. Raz raz! Rozamundo nie karz mi znowu ciągnąć cię za nogi. – W kilka minut pomimo gwałtownych protestów i złośliwych uwag, zapędziła nawet te najbardziej oporne kobietki do mycia, a później w stronę kuchni. Codzienne obowiązki nie będą czekały na nikogo, a kiedy służy się w domostwie tak ogromnym jak to, pracy nigdy nie brakuje. Niekiedy Fallon wydawało się że ściga się z jakimś złośliwym stworzeniem, które podczas gdy ona kończyła porządki na pierwszym poziomie zamku i kierowała się na drugi, wypełzało z jakiegoś ciemnego konta i skrupulatnie umieszczało cały ten kurz i bałagan z powrotem w dopiero co sprzątniętych pomieszczeniach. Oczywiście służka wiedziała że tej bitwy nie ma szans wygrać, jednak każdy kolejny bój toczyła równie zacięcie w kolejnych pomieszczeniach. Na całe szczęście służby było dość, by poradzić sobie z tym potworem i zazwyczaj koło dwunastej wszystko wyglądało już jak należy i można było zająć się przygotowaniami do kolejnego posiłku.
Około dziewiątej śniadanie zostało podane, a dzień potoczył się swoim standardowym trybem. Pilnowanie księżniczki, nauka poprawnego mówienia, kilka gonitw po zamkowych komnatach, które potrafiły wycisnąć nawet z najmłodszych służek siódme poty zajmowały pierwszą połowę dnia. W głębi ducha mimo całej miłości jaką Fallon darzyła Lauren, cieszyła się że to nie ona musi zajmować się jej edukowaniem. Ubieranie dziewczynki i przygotowywanie do dnia codziennego było o wiele łatwiejsze, zwłaszcza że mogła się pochwalić posłuchem u małego stworzenia. Nic dziwnego, że co jakiś czas musiała porzucać swoją pracę by doprowadzić do porządku wróżkę. Tego dnia robiła to już pięciokrotnie, raz – do firanek z których młoda dama wycięła sobie ubranka dla lalek, drugi – kiedy to obrzuciła jedzeniem służkę i wykorzystując okazję uciekła w bliżej nie określonym kierunku i trzeci -
Gdy rozebrana do naga wbiegła do koszar zamieszkiwanych przez rycerzy. Pozostałe dwa przypadki uznała za na tyle błahe, że szkoda jej było na nie czasu. Według niej zachęcenie dziecka do zjedzenia posiłku czy wysłuchania uproszczonej wersji historii wróżkowych wojen między największymi klanami nie było żadnym wyczynem. Wystarczyło wzbudzić choć krztę ciekawości w tym diabliku aby siedział przez pół dnia na tyłku pochłonięty swoim zajęciem i myślami. Nie jej wina, że nawet tego nie potrafiły i do każdej błahostki wzywały biedną Fallon, która w między czasie musiała jeszcze dopilnować aby obiad pojawił się na stole punkt czternasta, dokładnie trzy godziny po drugim śniadaniu i trzy przed podwieczorkiem. Pokoje sypialne musiały być wywietrzone, pozamiatane i umyte. Nie wspominając już codziennego odkurzania bibelotów porozstawianych w najróżniejszych kontach domu i jeszcze kilku innych obowiązków, które należały już do zamkowej rutyny dnia codziennego. Nic dziwnego więc że dopiero
gdzieś koło szesnastej, gdy wielki zegar słoneczny umieszczony na dziedzińcu zataczał już drugi krąg, Fallon znalazła odrobinę czasu by korzystając z pięknej pogody zabrać się za zaległe pranie. Właśnie niosła w stronę umykającego jeziora ( jak zwykli nazywać zbiornik wody, który pojawiał się po każdym deszczu w różnych miejscach ich królestwa i powoli uciekał wraz z kolejnymi słonecznymi dniami), jedno z większych wiader wypełnione tak, że zasłaniało jej cały widok, gdy ziemia uciekła jej spod nóg. Wróżka, oszołomiona nagłym upadkiem, próbowała się podnieść w przekonaniu, że świat po prostu zatrząsł się w jej głowie przez przemęczenie. Czynność tę uniemożliwił jednak kolejny wstrząs, który ponownie posłał kobietę na posadzkę. Tym razem nie miała wątpliwości, że to nie dzieje się jedynie w jej głowie. Cały zamek drżał w posadach, prawie podskakując w rytm zbliżających się odgłosów huku uderzającego o siebie metalu. Ci, którzy mogli czołgali się bądź na czworaka próbowali dostać się na dziedziniec by ocalić życie przed walącą się rezydencją. Idąc w ich ślady Fallon z trudem doczołgała się do pobliskiego okna z zamiarem sfrunięcia na pałacowy plac. Mimo wszelkich i w pełni uzasadnionych obaw czy skrzydła wytrzymają ten krótki, acz nieoczekiwany lot, wysilając wszystkie mięśnie podciągnęła się na framudze. W tej samej chwili wstrząsy ucichły, a przed zamkiem stanęły trzy postacie w pełnym rycerskim rynsztunku, wielkości czterech takich zamków.

Niezmienni

Nazwa wywodzi się od specyfiki działania całego świata jakim jest Nirion. Niezmienni to po prostu przedstawiciele danego gatunku, którzy nie wykazują cech typowych dla swojej rasy. Nie potrafią oni poza postacią integracyjną jaką jest wygląd zwykłego człowieka, nie potrafią przybrać innej postaci. Jest to traktowane jako wybrakowanie, a takie dzieci są często zabijane bądź porzucane przez rodziców czy krewniaków. Wiele zależy od rasy w jakiej się narodziły. Dla niektórych jest to zbyt duża hańba i pozbywają się dziecka zanim ktokolwiek się o nim dowie, inne pod kontrolą kurierów są odeskortowane do jednego z fragmentów Nifirionu, który otacza centralny świat. Wyrzekają się tym samym własnej natury by żyć ze swoim potomstwem w świecie ludzkim.
Niezmienni nie mają wstępu do Nirionu nie licząc święta, które odbywa się raz na pięć lat, chyba że ich cechy gatunkowe ujawnią się wraz z pojawieniem się okresu dojrzewania, ( rozwojem ciała). Najczęściej jednak nie przechodzą takiej przemiany nigdy bądź jest ona tak wybrakowana, że po dołączeniu do swoich pobratymców byli by natychmiastowo wykluczeni z ich społeczności. Dlatego utrzymuje się ich w niewiedzy aż do przełomu bądź śmierci.
W przypadku gdy rodzice nie chcą zabić potomka ani towarzyszyć mu w podróży do gorszego świata, takie dziecko jest włączane przez sam Nirion do jednej z rodzin ludzkich bądź umieszczane w sierocińcach, gdzie oczekuje na adopcje często nieświadomie kierowaną do rodzin, które niedawno same się tam przeniosły.

Syreny/Trytony

Istoty te dzielą się na dwa rodzaje, w zależności od rodzaju spożywanego pokarmu , trzeba tu napomknąć, że jest to wyjątkowo ważna kwestia w życiu tych stworzeń.

Pierwsze z nich swoją dietę opierają głównie na algach oraz innych morskich, ( czy też oceanicznych), roślinach. Wzbogacają ją niekiedy o skorupiaki takie jak krewetki czy kraby; mięczaki, czy też mniejsze rybki. Nie są typem drapieżników, dlatego większość z nich pozostaje przy wegetariańskim trybie życia.

Drugi typ syren/trytonów to głównie mięsożerne istoty, nastawione na polowanie i zabijanie swoich zdobyczy. Niechętnie sięgają po posiłki z roślin.

Główną cechą odróżniającą syreny jest różnobarwność łusek, które pokrywają ich ciała od płetw przy ogonie po biodra, a niekiedy nawet brzuch. Ich ubarwienie nie jest jednak cechą dziedziczną.
Młode syreny przychodzą na świat z bezbarwnym ogonem, można rzec przeźroczystym, przez który widać całe ich wnętrze. To jakie kolory, wzory będą okrywały ich ciała zależy wyłącznie od pierwszego spożytego przez nie posiłku.
Stąd w wśród syren wziął się zwyczaj, że świeżo narodzona syrena zostaje wyjęta spod opieki matki i obserwowana przez ojca, sama musi zdobyć pokarm. Dopiero wtedy może z powrotem dołączyć do podwodnej społeczności.
Najczęściej wybierane są przez nie algi i różne odmiany koralowców, które ten gatunek potrafi rozpuścić za pomocą gruczołów znajdujących się w ich ustach, (adekwatne do ślinianek u ludzi). Zdarza się jednak, że uda im się upolować jedną z mniejszych rybek, co jest o wiele trudniejsze choćby z powodu nie wypracowanej jeszcze mechaniki poruszania się w oceanie.
Po utrwaleniu się barwy łusek, pierwsze z nich kontynuują dietę wspomnianą powyżej.
Drugie zaś zaczynają ćwiczyć się w sztuce polowań, nabierają one stopniowo bardzo zmysłowych kształtów, a wydawane przez nie dźwięki wabią coraz to większe ofiary. Zęby dostosowują się do rodzaju spożywanego pokarmu. Wyostrzają się jak u piranii, z czasem pojawiają się też dwa rzędy uzębienia. W przypadku dalszego spożywania mięsa wydłużają im się ręce i rosną pazury dochodzi też często do aktów kanibalizmu .
Wygląd ogólny
Długość ogona (nie licząc płetw), w obu przypadkach jest taka sama i wynosi tyle co długość nóg, przy utrzymani stóp i palców w jednej linii. Od pasa w górę ich ciało jest pokryte jedynie skórą, owłosienie prawie nie występuje nie licząc głowy.

Rozmnażanie
W akcie kopulacyjnym na wysokości złączenia nóg za pierwszym razem rozrywana jest skóra i przecinane łuski, za drugim razem już sama ustępuje. Syrenia ciąża trwa dwa lata i w warunkach morskich jest trudna do utrzymania.
Wynika to ze słodkowodnego środowiska jakim dla małej syreny są płyny owodniowe w brzuchu matki. Dlatego syreny podczas tego czasu wychodzą na ląd i tam pozostają aż do rozwiązania.

Przemiana do postaci niezmiennego

W wodzie ogon syreny od środka jest zbudowany głównie z mięśni, jedyne kości które się w nim znajdują to przedłużenie kręgosłupa, który biegnie centralnym środkiem aż do płetw, gdzie rozdwaja się tworząc dla nich stelaż i usztywniając je. Po wydostaniu się na brzeg, kości dzielą i przemieszczają się w taki sposób by stworzyć dwie osobne kończyny (nogi), a łuski odpadają stopniowo od skóry w raz z wysuszaniem się.
Cały proces jest zupełnie bezbolesny, nie licząc drobnych ranek które pozostają po odpadających łuskach i trwa od trzydziestu sekund do kilku minut w zależności od stanu zdrowia i kondycji.

Małe zmiany – Nowe początki

Kompletnie zapomniałam już jak prowadzi się bloga i wiele muszę sobie przypomnieć, jeżeli naprawdę chcę żeby to co tu dogorywa zostało skutecznie zreanimowane. Przede wszystkim, każdemu kto jeszcze tu czegokolwiek wypatruje chcę powiedzieć, że od dnia dzisiejszego wraz z moim powrotem nastąpią drastyczne zmiany.
Przede wszystkim, nie będę już prowadzić kilku alternatywnych historii, które nie mają ze sobą zbyt wiele wspólnego.

Nie oznacza to oczywiście, że bohaterowie poprzednich opowiadań zaginą w świecie niedokończonych słów, po prostu wprowadzę ich stopniowo jako uczestników jednej konkretnej historii, która jest na tyle zagmatwana, że muszę ją najpierw porządnie odplątać zanim zacznę cokolwiek wyszywać literami.

Drugą kwestią jest fakt, że od dzisiaj będę pisała to sama, już nie będzie czekania na odpisy innej osoby, co powinno ułatwić mi sprawę dwojako. Z jednej strony nie muszę się prosić o odpowiedzi przez co sama mam wpływ na żywotność bloga, a z drugiej nie muszę już poprawiać po nikim wpisów ani doradzać całej reszcie czy wpis jest dobry czy też trzeba go dopracować.

Mam nadzieję że pójdzie mi dobrze i trafię do choćby kilku odbiorców =, którzy potwierdzą że faktycznie potrafię pisać, a nie że jedynie to sobie uroiłam.

Jest jeden Bóg

Wyobraź sobie takie miejsce : Cisza, nie słychać nic nawet szumu wiatru czy szelestu roślin. Nic dziwnego, przecież nic tam nie rośnie, nie oddycha, nie żyje. Kompletna, przenikająca na wskroś pustka, która nie posaiada początku ani końca. Zupełnie jakby ktoś przygotował sobie plac budowy i całkowicie o nim zapomniał. Takie miejsce, gdzie ciemność jest gęstsza od mgły, a każdy krok sprawia że czujesz jakbyś opadał na dno największej z istniejących czeluśći. Nie ma tu ziemi, ani nieba. Całość tej prestrzeni jest jakbyś stąpał w powietrzu, a równocześnie czujesz oparcie dla nóg.
Tego miejsca nie da się wyrazić słowami.

Mężyczna, kobieta, byt…nasz Bóg. Właśnie zakończył swoją najnowszą lalkę. To jest niczym pasja, kiedy jedna powstaje za drugą. Powoli rzeźbi w ciemnośći, w tej pustce. Nadaje kształt ciału swojej nowej zabawki. dłonie, nogi, usta..tak usta są bardzo ważne. Nadają wyrazu jego lalką.
Trzymając swoje „dziecko” swój nowy twór szuka dla niego miejsca. W końcu sadza je na czymś. Jego mała dziewczynka. głaszcze ją po policzku, delikatnie zaklejając wąskie usteczka, powoli wbijając w miękkie ciało igłę i przeciągając nitkę by wargi nigdy się nie otwarły. Jego idealne dziecko, które tworzył na kształt samego siebie. Odkłada wszystko by wziąć do rąk aksamitną wstążkę i powoli przywiązać dłonie i nogi. Do każdej kończyny tylko jedną wstążkę biegnącą do drewienka. Niczym kukiełka, którą teraz może poruszać lalkarz. Zawiązuje jej oczy, zatyka delikatnie uszy. Jego idealna w każdym calu lalka. W końcu wszystko co robi jest idealne. Ze spokojem w swych zobojętniałych oczach rozgląda się po swoich wszystkich lalkach, dostrzegając taką, która już mu się znudziła. Nie jest mu potrzebna tutaj kolejna bezwartościowa zabawka. Może stworzyć nową, lepszą. Podchodzi szybkim krokiem. Najpierw rozcina wstążki u rąk. Nie śpieszy się, delektując odgłosem pękających w materiale nitek. Później nogi, odwiązuje przepaskę z oczu, wyjmuje watę z uszu. Chwilę się zastnawia czy pozwolić mu mówić, tak… tym razem pozwolimy. Małym nożykiem rozcina nitki, krępujące usta. Wyjmuje resztki nici z ciała, wyskubuje te pojedyncze, już przecięte. Potem przewraca krzesło, zrzucając ciało w otchłań.
Właśnie dał mu życie, swojemu niechcianemu dziecku.

Prolog

Nirion

Nakładające się na siebie czasoprzestrzenie, istoty ze starych przypowieści, podróżnicy między światami,(zarówno ci świadomi podróży jak i nie) oraz centrum tego wszystkiego – Nifirion
Dawien dawno, granice między rasami zostały ustalone przez cztery prawa rządzące wszystkim co istnieje w świecie który znamy jak i w tych, o których istnieniu nasze ograniczone umysły nie mogą wiedzieć. Łagodna lecz surowa w obyciu natura – Jord stworzyciela oraz matka wszystkiego co jest jej częścią wiecznie konkurująca i ścierająca się z Ran swoją częścią i rywalką równocześnie, Lucyfer którego ochrzczono panem podziemi a także ten, którego nie zapomnieliśmy, ten którego wywyższyliśmy i wynieśliśmy na szczyt. Kreatora istnień, lalkarza oszpecającego i upiększającego swe twory Boga. Mury wzniosły się pomiędzy krainami nieskończonego Nirionu świata bez końca dokładnie w 88 roku ery człowieczej, a drugim roku imperatora.
Narrator zaczął przynudzać? Poczekajcie aż się rozkręci.. Wtedy to dopiero sypnie nudą. A teraz przedstawię wam to w mojej prywatnej wersji, więc trzymajcie się mocno krzeseł żeby nie pospadać.

Jak już staruszek wyżej zauważył, Kiedyś było inaczej, no wiecie.. Wieczna młodość kobiety wieczne dwudziestki piątki (tak, wtedy jeszcze nie preferowano osiemnastek), a mężczyźni chłopy ze stali, trzydziestki na karku, rozważni ..no dobra z tym ostatnim to przegiąłem ale wiecie o co chodzi. No ogólnie facet-dąb a nie taki wypierdek w rurkach popierdalający z torebeczką na „shoping” If you know what I mean. Wracając do tego rwącego tematu, nie ginęli więc miałem wakacje. No wiecie plaża, soczki, dmuchane balony, (te kobiece wtedy jeszcze naturalne). Nie było sztuczności raj marzenie! Teraz się troszku pokomplikowało. Odkąd ludziom wzięło się na paranie wojaczką nasi najdrożsi ci tam na górze, co gównem się nie brudzą bo dlaczego nie wykorzystać do tego innych…Wybaczcie zgryźliwość. postanowili ostatecznie się ich pozbyć. Bo kto by hodował szkodniki? Znaczy trójka z nich, bo oczywiście stary piernik musiał mieć swoje zdanie. Bóg chcąc chronić swe dzieci przekonał resztę Praw do pokojowego rozwiązania. No tak mniej więcej dziadku. Szkoda że nie było wtedy Aresa! Ten to miał smykałkę do takich akcji. No wiecie krew, piach SPARTA! Dobra, teraz to mnie poniosło. Bogowie znani ze swojej łagodnej natury Wymiękli, zrobił do nich słodkie oczka i większość ustąpiła. Tyle że nie chcieli mieć już nic więcej wspólnego z istotami które cieszyły się w teorii wyższą inteligencją. Bo w praktyce to nawet wilk wie że nie zabijamy bez powodu. To jak to szło dalej? Prawa spotkały się ponownie dzieląc nieskończenie wielki świat na części. Każda z ras została odgrodzona od pozostałych nie zważając przy tym na wszelakie protesty. To taki łagodny sposób aby przekazać, że elf i krasnolud mogli być małżeństwem z siedmiorgiem dzieci a nikogo to nie obchodziło. Swoją drogą czy przypadkiem tak nie powstali ludzie? No wiesz..krasnolud niski elf duży to takie wyśrodkowanie.. Mniej więcej . Aby zapobiec próbom przebijania barier Mur berliński wersja 2.1. sorki już się nie wtrącam. A więc jak już wspomniałem żeby wszelakie istoty nie niszczyły raz ustalonych granic, postanowiono wymazać z ich umysłów wspomnienia dotyczące świata sprzed podziału. Tak rozpoczęła się tysiącletni czas niewiedzy, był on niemal pozbawiony wszelkich zmian. Wyłączając z tego jedynie utworzone w tym okresie odmienne istoty. – nowe rasy. Jednorożce znikąd się nie wzięły. Pink fluffy unicorn…~ W całym chaosie który powstał najwyżej prze każde niemal istoty został wyniesiony Bóg.
On zawsze bawi się najlepiej

Klarisse

Meredith

Rozszerzyłam oczy w lekkim, no dobra w dużym zdumieniu. Trójkątów? On mi proponuje seks grupowy? Znaczy, że jak? Oni mnie..razem..a Eliot ..NIE!! Potrząsnęłam lekko głową starając się wyrzucić z głowy ewentualne wyobrażenia zanim się jeszcze pojawiły. Zaś co do rozkładu zajęć, tak jak sądziłam. W teorii jest to poprawczak, ale w praktyce kto dałby radę upilnować tyle nadprzyrodzonych istot, skumulowanych na tak małym metrażu? Trzeba b y było być Bogiem..a nie! Zaraz, on też nie wyrabia, prawda staruszku? Spojrzałam wymownie w sufit, by mieć pewność że ten monolog na sto procent do niego dotrze. Zasłużył sobie. Naprawdę bylibyście tak mili? Mer, bo jak tak dalej pójdzie to oni od ciebie cukrzycy dostaną. Chociaż, wychowali mnie raczej na miłą choć charakterną osobę. Komplement wywołał u mnie subtelny rumieniec, nie często sypią nimi w moim kierunku, a jeszcze rzadziej mam przyjemność nacieszyć się innym męskim towarzystwem niż moi bracia. Czuję się zupełnie nieobyta w sprawach damsko-męskich a to bardzo krępuje. Dziękuję Odgarnęłam włosy, spływające mi na twarz, zakładając je za ucho. Przez jakiś czas nie powinny mi przeszkadzać. Kiedy jednak uniosłam wzrok, przede mną stała moja wierna kopia. Zszokowana wzięłam głębszy wdech. Dłoń automatycznie poszła w kierunku klona, przejeżdżając po jego policzku. Boże, to jest autentyczne!! Eliot? Musiałam się aż upewnić. Oczy ma inne, ale to ledwo widać i zapewne nie oddał wszystkich elementów, jak te które skrywa ubranie, trzy pieprzyki na prawej piersi idące na skos czy też małe znamię na karku. Nie mogą cię zdublować Meredith. Ta myśl sprawiła mi satysfakcję, choć postanowiłam nie dzielić się przemyśleniami. Tak na wszelki wypadek, gdyby któremuś miało wlecieć do łba posprawdzanie czy na bank jesteśmy identyczni. Uśmiech stał się niemal drapieżny przez kilka tych pięknych chwil gdy wyobrażałam sobie jaki pokaz magi i iluzji mogłabym im osobiście zafundować. Oj drodzy panowie nie chcielibyście wejść do mojej głowy. Kraina czarów Lewisa to przy tym urząd skarbowy przeciętnego państwa. Chociaż to chyba złe porównanie, bo tam też dzieją się cuda. No wiecie, czary mary i pieniążki znikają. Mój nowy przewodnik okazał się wyjątkowo rozgadany, co dodatkowo poprawiło mi humor. W umyśle od razu zakodowałam kilka ważnych informacji. Po pierwsze, muszę uważać co jem. Po drugie nie zadawać się z ludźmi, którzy ewidentnie nie wyglądają na zbyt przyjaźnie nastawionych. Do króla? Zanim jednak zdążyłam dopytać o kogo mu chodzi, wskazał Rafaela. Na wszelki wypadek przysunęłam się jeszcze bliżej Eliota. To dopiero pierwszy dzień, głupio by było zginąć zanim choć raz wyczytali moje nazwisko w spisie osób obecnych na zajęciach. wolałam też nie wgłębiać się w to co skrywało się pod słowem „dominacja”. Kto jest drugim? Muszę wiedzieć kogo unikać. Naprawdę nie macie tutaj stoliczka dla osób chcących pozostać niewidzialnymi? To nie kosztuje aż tak wiele, jeden malutki stoliczek.
Hmmm, a więc już dostałam od moich towarzyszy całkiem przyjemną nalepkę z napisem „nie jest pustą dziunią”. Wiedziona nagłym przypływem wesołości postanowiłam odwzajemnić się im zwykłym żartem. Oczywiście że nie jestem. W końcu ja już znalazłam rozpłodowca. Trąciłam żartobliwie łokciem właściciela przenikliwie niebieskich oczu. Nie nagrodzisz mnie nawet krótkim śmiechem? Szkoda, myślałam że potrafię być zabawna. Pod koniec wypowiedzi mojego prywatnego klona, nagrodziłam go gromkimi oklaskami, które w pierwszej chwili wzbudziły zainteresowanie sporej części sali. Głównie dziewcząt, które teraz miziały się mentalnie do Rafaela. Pierwszy raz w życiu widzę królika, który pożera wilka. Odczułam realny żal, że nie mam aparatu ani nic czym można by było to uwiecznić. Dobra, to gdzie teraz? Szczerze mówiąc bardzo zaintrygowały mnie sale treningowe. Nie sądziłam że szkoła jest aż tak dobrze wyposażona. Byłam już w połowie ruchu aby się obrócić tyłem do stołówki i zaproponować kolejne miejsce, kiedy moją uwagę przykuła jedna osoba. Chłopak stał gdzieś z boku, z grupką kolegów i donośnie wył. Przedrzeźnia Rafaela czy też kolejny wilk na peryferiach? Kim jest ten chłopak, który wyje? Jak na zawołanie czarnowłosy uniósł wzrok i pomachał mi radośnie, choć nie dam sobie ręki uciąć czy nie zlustrował przy tym białowłosego. Czy on go właśnie ocenił?! Myślałam że ten rodzaj chamskiego spojrzenia rezerwowany był od wieków dla kobiet. Zresztą mogło mi się wydawać. Swoją drogą, co on? Słuch absolutny? Przecież nie wydarłam się na całe pomieszczenie, a on stał za daleko żeby to słyszeć. Będzie trzeba uważać.. To może sala treningowa Mruknęłam postanawiając jednak ukryć się pod włosami, ponownie spuszczając je na twarz. Niepotrzebnie w ogóle pytałam. Miałam nie mówić za dużo, nie wychylać się i co jakiś czas podstawić bratu nogę i tego planu się trzymajmy..No wiecie do pierwszej okazji jaka wyprowadzi mnie z równowagi. Wtedy to będzie się działo, oj mówię wam będzie dym.

Klarisse

Feliciano

Od początku wiedziałem że to spotkanie nie będzie łatwym kawałkiem chleba, nie sądziłem jednak że będzie aż tak.. No po prostu TAK. Przełknąłem z trudem ślinę starając się pozbyć guli która utknęła w gardle. Sam nie wiem czy wzrokiem mnie właśnie rozstrzelał czy jedynie spalił na stosie jak czarownice z salem. Ej! nie jestem wiedźmą! Nie zabijaj mnie niczym inkwizycja- bez względu na to co powiem.
Skrępowany usiadłem na wskazanym przez niego miejscu. Lepiej się nie odzywać za dużo, bo znów zasłużę na mentalną kulkę, aż zabolało. Chociaż może udałoby mi się wywołać u niego uśmiech. Wbrew pozorom jego twarz nie jest 24h na 7 wykrzywiona w grymasie godnym wikinga podczas najazdu na przybrzeżną wioskę. Więc myślę że jestem w stanie podołać, pewnie nie od razu ale małymi kroczkami.. Boże, mówię jakbym rozplanowywał mu właśnie duchową rekonwalescencje. Do tego jak zawsze jest lepiej doinformowany niż ja, a przecież tym razem naprawdę chciałem wiedzieć! Nie było to kolejne zaniedbanie lub zlekceważenie ważnej sprawy. Po prostu wszyscy dawali mi wymijające odpowiedzi lub nie udzielali jej w ogóle. Usiadłem w lekkim rozkroku, żeby nic sobie przypadkiem nie zmiażdżyć. Tak drogie Panie, nie siadamy tak z nonszalancji czy też upodobania do bycia tak zwanym „bad boy’em”. My jedynie cenimy własne ciało na tyle by go nie okaleczać. Nie licząc tego jednego faktu, siedziałem tam jak trusia ,(No wiecie, taki królik, który już wyczuł że futerko przestało mu się zlewać ze śniegiem), słuchając wyjaśnień. Pomoc dla mojego kraju, jak na razie wszystko się zgadza z tym co sam wydedukowałem. Spojrzałem po sobie, faktycznie ubrania trochę na mnie wisiały i spadłem na wadze. Nie przelewa się zbytnio, włosy straciły poblask, ale nie jestem kobietą żeby się tym wielce przejmować. Zwłaszcza teraz, kiedy przestałem mieć osobę, której chciałbym się podobać. Nie o to jednak chodzi, bo nie ukrywam dobrze nie jest. Ludwig siedzący naprzeciwko przypominał mi teraz tego wilka, który już ostrzy zęby na biedną trusię. Moja prywatna tragedia chyba sprawiła mu wiele radości. Trudno się w sumie dziwić, mimo wszelkich prób zostania przy nim jak najdłużej w końcu poległem i został sam. Znowu sam. S-słucham? ocknąłem się z dłuższego zamyślenia na dźwięk słowa pomieszkasz, ale że niby gdzie? Tutaj??
Rozejrzałem się niepewnie po jego gabinecie. Znaczy że …i dlaczego on na mnie patrzy jakby się viagry nałykał? No wiecie, jak ktoś kto właśnie dorwał w swoje dłonie własnego oprawcę. Nie jest łatwo..Podniosłem się na miękkich nogach, co w pierwszej chwili skutkowało ponownym opadnięciem na fotel. Spuściłem wzrok na podłogę siedząc przez kilka minut w milczeniu zanim starczyło mi na tyle sił by w miarę normalnie wstać i dotrzeć do drzwi. Zanim opuściłem pokój otworzyłem jeszcze usta, w końcu jest tyle rzeczy które chciałbym mu powiedzieć, jednak nic z tego nie wypłynęło spomiędzy moich warg. Uśmiechnąłem się sam do swoich myśli. Witaj w domu Włochy szepnąłem sam do siebie zamykając drzwi. Teraz zostało tylko zatachać wszystkie rzeczy do wyznaczonego pomieszczenia. Tylko które to miało być? Postanowiłem wybrać na chybił trafił, w końcu powinienem rozpoznać w którym sypia Ludwig. Prawda? Bo chyba aż tak pedantycznie czyste nie będzie…chyba.
Pokój który wybrałem był nieskazitelnie biały. Serio, mógłby dodać tu trochę koloru bo poczułem się jakbym wszedł do jednego z niemych filmów. No nic.. zaraz się do tego zbiorę! W końcu jestem w domu! Użyczając sobie niemieckiego sprzętu- laptopa leżącego na biurku, (biurek to on ma więcej niż ja makaronu), włączając jakiś weselszy kawałek. Mocniejszym szarpnięciem nie udało mi się zdjąć ponurych, popielatych zasłon odbierających światłość temu zamczysku. Jednak gdy pobujałem się na nich chwilę niczym Tarzan na lianie to puściły. Niczym ze sztandarem zwycięstwa pognałem z nimi do łazienki napuszczając do wanny odrobiny wody i nucąc „simple plan”, uprzednio wyjmując malutki pakuneczek z torby. Zaraz wyjdzie nam z tego śliczny malinowy odcień…albo różowy. Eeeee, pewnie i tak nie zauważy różnicy! Wyciągnąłem ociekający wodą materiał ciągnąc go za sobą aż do sypialni, pozostawiając za sobą mokry ślad. Dobra.. Zawieszenie tego nie było już tak łatwe ani w połowie tak przyjemne jak zdejmowanie, (jak zawsze zresztą kiedy chodzi o materiał, jeżeli wiecie o co mi chodzi),jednak w końcu mi się udało. Zdecydowanie mogłem być dumny ze swojej pracy!

Daniel

Eliot

Patrzyłem na tą parkę uśmiechając się od ucha do ucha. – Ale w przyszłości trójkątów nie preferujecie? – zaśmiałem się donośnie przekrzywiając przy okazji lekko głowę. Wyglądają jak dzień i noc…On biały, ona czarna… Znaczy włosy! Mówię o kolorze włosów!
Przestąpiłem z nogi na nogę. Plan…Plan… Wiesz o ile ktoś trzyma się tutaj planu to fajnie. Jak chcesz chodzić na znośnie zajęcia trzymaj się nas! Zaraz oprowadzimy cię o szkole… Ja chętnie w każdym razie oprowadzę taką anielicę jak ty – moja mina nie zmieniła się, ale ciało owszem. Byłem identyczny jak ona. Czarne włosy, piękna talia… Tylko kolor oczu jeszcze inny. Ich zmiana jest najtrudniejsza i udaje się dopiero po wielu wielu latach treningu.
Nie stójcie jak słup soli! Chodźcie!- pociągnąłem ich za sobą stając przed stołówką.
Podstawowym miejscem każdej szkoły jest oczywiście paśnik. To tutaj zwierzęta zwane uczniami niepewnie podchodzą do pani leśniczowej, która wydaje dzikim stworzeniom porcje. Niestety nigdy nie wiadomo, co w ów porcji się znajdzie. Kawałek dalej mamy wodopój, przy którym często spotkać można zwierzęta z rodziny sportowatych. Charakteryzują się dużą muskulaturą i małym mózgiem.
Stolik na samym środku należy do króla zwierząt. W tej dziczy zwanej szkołą niestety trwa nieustanna walka dwóch samców alfa. W tym tego obok ciebie. Uważaj… Samce alfa lubią zaznaczać dominację…
- szepnąłem konspiracyjnie zaczesując na bok włosy.
- Przy stoliku po prawej czatują artystyczki… Taniec godowy to ich hobby… Po lewej masz kujonus maximus. Jak chcesz się poczuć mniej inteligentna zapraszamy do nich. Nawet jeśli znasz odpowiedź na pytanie to jej nie znasz. Niedaleko nas w bliższym kącie są Szaraki. Takie zające, które często są pożywką dla naszych większych zwierzaczków. O a tam zaraz obok środkowego stolika są Śmieszki pospolite. Kawalarze i ogólnie można spotkać tam trolle więc nie radzę podchodzić bo ich zapach stworzony jest do odstraszania potencjalnych partnerek. Gdzieś na końcu widoczni są jeszcze buntowniczus pankus. Jak chesz się wmieszać między wrony po to by zaraz się stoczyć to idealne zwierzątka domowe. Zostali nam jeszcze Przewodnikus i jego świtus. Niestety zwierzęta te są tak zarozumiałe, że nie chce ich nikt nawet zjeść. Zapomniałem o plastikus pannikus, ale do pustych samiczek co szukają rozpłodowca nie należysz, więc sama wiesz… To na tyle jeśli chodzi o stołówkę. Czytała Krystyna Zmiennokształtna Czubówna – Odchrząknąłem na koniec lekko się kłaniając i czekając na oklaski. W zasadzie nie sądziłem, że ktoś nowy może być tak fajny… Znaczy ostatnio to jak ja byłem nowy to Rafael prawie mnie zeżarł, bo ukradłem mu portfel i w ogóle. – Gdzie chcesz iść następnie? Mamy fajną salę do latania i ćwiczeń na żywiołach… Biblioteka jest nawet całkiem całkiem jak na taką budę! No nie bądźcie mendy! Zacznijcie coś gadać!